Georgia
31 marca, 2026
Życie pisze różne scenariusze – często i gęsto takie na jakie jesteśmy otwarci…
Od dziecka wierzę, że serdeczność to cecha międzynarodowa i ponadkulturowa. Uśmiech pomógł mi dogadać się nawet z 80-letnią Arabką. Muzyka łagodzi obyczaje, choć różnimy się od siebie – ludzie… wszędzie znajdą się tacy i tacy.
Czy kiedykolwiek pomyślałabym, że Gruzja będzie dla mnie ważna?
Na pewno nie te 10 lat temu, kiedy potrafiłam jeszcze chodzić 5-6 dni ciągiem po górach bez większego bólu stóp 
Kiedy spaliśmy w namiotach na 2500 m n.p.m…
Kiedy gruziński alfabet przypominał mi hieroglify, a opiekun koni – przesądny Gruzin prawie zostawił nas w Tuszetii, bo my kobiety weszłyśmy do ruin górskich świątyń, no i zjedliśmy wieprzowinę…
Gruzińska „cza-cza”, to nie tylko kroki
„Piczo” potrafi być dziki. Rodzina, to coś więcej niż rzeczownik. Po latach okazuje się, że gruziński fast food, wcale nie jest taki „fast”, bo Gruzini potrafią naprawdę połowę dnia spędzić w kuchni
– byle było smacznie.
Często pytacie mnie czy byłam w Gruzji. Ano, prawie 10 lat temu. Myślę, że kiedyś jeszcze pojadę
Albo znów Gruzja przyjedzie do mnie 
PS: Foteczki znalazłam na dysku, więc pewnie część tych pięknych fotografii zrobili moi mili współtowarzysze podróży 









































Brak komentarzy